niedziela, 25 maja 2014

Rozdział 13

  Stanęłam przed Epicure trochę spóźniona. Jak myślicie, dlaczego? Oczywiście się zgubiłam.
  Nawet wejście krzyczało, że jest to luksusowa restauracja. Biały budynek, z daszkiem nad wejściem ozdobionym lampkami, wielkimi, szklanymi drzwiami i człowiekiem, otwierającym drzwi gościom. Po obu stronach wejścia stały w doniczkach małe, kuliste drzewka idealnie przycięte, a za nimi pozłacane lampy. Bałam się tam nawet stać.
  Jak się mogłam spodziewać, Nialla nie było. Wystawił mnie. Pożałuje tego.
  Okręciłam się na pięcie w niebezpiecznie wysokich butach i z uczuciem rozgoryczenia zaczęłam iść przed siebie. Ukradkiem otarłam jedną łzę takim sposobem, żeby nie rozmazać makijażu i uniosłam głowę.
- Sophie! - usłyszałam czyjś głos.
  Żeby nie było zaskoczenia, był to głos Horana. Chłopak właśnie wysiadał przed restauracją z limuzyny w uroczym, czarnym garniturze z krawatem. Takiego odstawionego go jeszcze nie widziałam, ale urósł w moich oczach, jak każdy chłopak, mający na sobie taki strój. Ale spokojnie, nie straciłam głowy. Zachowałam kamienną twarz, a może nawet trochę nadąsaną.
- Przepraszam cię bardzo... Straszne korki były - zaczął się usprawiedliwiać chłopak. - Mówiłem szoferowi, żeby pojechał inną drogą, ale się uparł, że nie, bo stwierdził, że ma za niski samochód.
  Był wyraźnie zdenerwowany i smutny. Nie patrzył mi w twarz, tylko wygładzał nieistniejące fałdki na materiale. Dopiero kiedy upewnił się, że żadna mu nie podskoczy, uniósł powoli wzrok na mnie. Na wysokich obcasach i tak byłam od niego niższa, ale nieznacznie.
- Ślicznie wyglądasz - szepnął cicho, a oczy mu się zaświeciły.
  Spuściłam głowę, jak zawsze, kiedy się zawstydziłam. Zarumieniłam się i lekko uśmiechnęłam.
- Nic się nie stało - odparłam.
  Nie mogłam być na niego zła. Nie powinnam. A może nawet było mi to zabronione. W końcu Horan był osobą światowego formatu i powinnam całować go po nogach, że zechciał się ze mną spotkać. Ale nie przesadzajmy. Po prostu starałam sobie wytłumaczyć, że to jedynie nieznaczne spóźnienie. Był przystojny, to jasne, lecz nie należałam do dziewczyn, które patrzyłyby tylko na to. Czy na pieniądze, jeśli chodziło o jego sławę. Nie potrzebowałam tego. Chciałam mieć kochającego chłopaka, a nie jakiegoś zadufanego w sobie dupka. Dlatego miałam Cala.
  Gdzieś za nami rozległ się grzmot.
  Podskoczyłam z zaskoczenia.
- Wejdźmy lepiej do środka, zaraz może zacząć padać - mruknął chłopak, próbując ukryć śmiech, odwracając głowę w przeciwną stronę.
- Nie nabijaj się ze mnie... Nie moja wina, że boję się burzy. - Ruszyłam w stronę drzwi.
- Nie, no, jasne, moja wina - zaczął się otwarcie śmiać.
  Uniosłam brodę i poczekałam aż mężczyzna, stojący przy wejściu, otworzy przede mną drzwi. Weszłam dumnie do pomieszczenia, lecz zaraz uderzyła mnie elegancja i luksus tego miejsca, że aż się cofnęłam. Wpadłam oczywiście na chłopaka, który stał tuż za mną. Złapał mnie w talii, a gdy tylko to poczułam, znalazłam się pół metra dalej. Ze stoickim spokojem zdjęłam lekki sweterek i oddałam go jakiejś kobiecie, która odebrała już marynarkę od zdumionego Nialla.
- Który stolik? - zapytałam, nie mając zamiaru wspominać o moim dziwnym zachowaniu.
- Tamten pod oknem - odrzekł Horan, prowadząc mnie.
  Towarzyszył nam kelner, który dał nam menu od razu, gdy usiedliśmy. Znowu porażona idealnością tego miejsca, drżącą ręką odebrałam kartę od mężczyzny, jakbym robiła to setki razy. W rzeczywistości nie wiedziałam nawet jak trzymać nogi pod stolikiem w takiej pozycji, by nie dotknąć nimi chłopaka, ponieważ stolik był mały, dwuosobowy i jednocześnie wyglądać przyzwoicie. Spojrzałam na menu. Uniosłam brwi, bo nie miałam zielonego pojęcia jakie są to potrawy. Były opisane i po francusku, i po angielsku, lecz nie wiedziałam z czego są zrobione i jak wyglądają. Zaczekałam więc aż chłopak złoży zamówienie na coś, co mogło być swojego rodzaju kurczakiem, czego nie byłam na 100% pewna i dopiero wtedy poprosiłam o sałatkę, która mogła być sałatką z ryżem.
- Sałatka? - zadrwił Niall. - Odchudzasz się?
  Rzuciłam mu chłodne spojrzenie.
- Nie lubię się obżerać. Nie chcę być gruba.
- Czy ty coś sugerujesz? - zapytał, mrużąc oczy.
- Nie... Skąd? - uśmiechnęłam się podle.
  Z mojego uśmiechu jasno wywnioskował, że zasugerowałam, iż jest gruby. Oczywiście nie był. Spojrzał na swój brzuch, wyraźnie zmartwiony. Myślałam, że zaraz zacznie się śmiać, ale tego nie zrobił. Zasmucił się. I to tak na poważnie.
- Masz rację, nie powinienem tego jeść...
- Przecież żartowałam, Niall - powiedziałam, marszcząc brwi ze zdziwienia, że dał się na to nabrać.
  Przez bardzo długi czas przypatrywał mi się uważnie. Tak długi, że w końcu kelner przyniósł nam dania. Przed Horanem postawił istotnie kurczaka, a przede mną sałatkę. Także z kurczakiem.
- Może wino? - zapytał po angielsku.
- Dwa kieliszki najlepszego - odparł natychmiast chłopak, zanim zdążyłam zaprzeczyć.
  Kelner odszedł, życząc nam smacznego, a ja warknęłam:
- Nie jestem pełnoletnia.
- Jeszcze się przyznawaj.
  Po dosłownie minucie kelner przyniósł zamówione wino, pokazując butelkę Horanowi. Chłopak, spojrzał na datę i odebrał ją od mężczyzny. Nalał sobie trochę na samo dno i skosztował, wyglądając przy tym, jakby doskonale wiedział, co robi.
- Idealne - skwitował, a facet odszedł z wyraźną ulgą na twarzy.
  Nalał i mi, do połowy.
- Nie wypiję tego.
- Chociaż spróbuj - powiedział z prośbą w głosie.
  Popatrzyłam krytycznie na sałatkę, a dopiero potem na wino. Podniosłam kieliszek, odginając mały palec, modląc się, żeby to nie wyglądało głupio i przechyliłam lekko szklankę. Wypiłam łyk.
- I jak?
  Odstawiłam kieliszek.
- Dobre.
  Zabrałam się za jedzenie obiadu, zanim Horan zdążył powiedzieć cokolwiek więcej. Nagle przestało mnie obchodzić czy ktoś patrzy w jaki sposób jem, dlatego wzięłam cywilizowany widelec zamiast jakiegoś innego, których było chyba z pięć. Wino mi zasmakowało, więc co chwila je piłam.
- Kim był ten chłopak? - zapytał Niall, gdy połowę swoich porcji mieliśmy zjedzoną i kiedy połowa butelki była opróżniona.
  Przestałam na chwilę przeżuwać i zerknęłam na niego, lekko przerażona. Uznałam jednak, po minucie namysłu, że powinien znać prawdę.
- To jest... To jest mój ochroniarz.
  Jeśli myślał, że powiem mu prawdę, to się pomylił. Nie mogłam wyznać zwyczajnemu człowiekowi, że jeden z seksowniejszych chłopaków na Ziemi jest czarodziejem, bo wziąłby mnie za idiotkę. Tak samo, gdybym powiedziała, kim JA jestem.
- Masz ochroniarza? Kim ty jesteś? - Odłożył sztućce.
- Może nie ja... Mój tata. Jest wyżej postawionym urzędnikiem i się o mnie martwi.
  Dopiero kiedy spojrzałam na niego po raz kolejny, zauważyłam, że nie patrzy on na mnie ani nawet nie je. Patrzył na coś za moim ramieniem, a jego wzrok nie był przyjemny.
- Ten ochroniarz jest jeden czy kilku?
  Zmroziło mnie natychmiast i błyskawicznie się odwróciłam.
  Przez drzwi przechodził właśnie Archer w towarzystwie dwóch, potężnych mężczyzn, ignorując kelnerów i całą resztę. Miał wściekłą minę, a jego dwaj goryle uśmiechali się głupkowato. Stanął chwilę przed ladą i rozejrzał się po sali, w której ludzie zaczęli się na niego oglądać. Odwróciłam szybko głowę i udałam, że zajęta jestem jedzeniem. Ręce zaczęły mi się pocić, a oddech stał się bardziej histeryczny.
- Ten twój ochroniarz jest zły i tu idzie - mruknął niezadowolony Niall.
  Najwyraźniej Archer rozpoznał Horana. Słyszałam jego kroki, bo w pomieszczeniu zrobiło się cicho. Nawet delikatna muzyka została wyłączona.
  Cross zatrzymał się kawałek od mojego stolika i magią włączył muzykę oraz sprawił, że ludzie znów zaczęli rozmawiać.
  Miałam ochotę skręcić mu za to kark.
  Wstałam z krzesła, przytrzymując się oparcia, bo straciłam równowagę. Zacisnęłam pięści i przybrałam groźny wyraz twarzy.
- Co ty tu robisz, Cross? - warknęłam.
  Niall wstał.
- Spokojnie, Mercer.
  Archer dostawił sobie krzesło do naszego stolika i usiadł, biorąc butelkę i pijąc z gwinta. Zajęłam swoje miejsce niepewnie, przerażona jego obecnością. Niall zrobił to samo.
- Czego tu szukasz? - syknęłam.
- Nie będę na ciebie tyle czekał, Mercer - odpowiedział Cross, opierając się wygodnie o krzesło, wcale nie zauważając blondyna, mówiąc tylko do mnie. - Długo czekałem, prosiłem, a teraz każę. I nie obchodzi mnie, czego ty chcesz. Pójdziesz ze mną.
  Zrobiło się nieprzyjemnie.
- Nigdzie z tobą nie idę Cross, nie rozumiesz? - warknęłam gwałtownie.
- Pójdziesz, Sophie.
  Przez chwilę z pantałyku wytrąciło mnie powiedzenie mojego imienia, lecz szybko się ogarnęłam. Prychnęłam i założyłam ręce na piersi.
- Bo co?
- Bo nie chcesz, żeby temu blondynkowi się coś stało.
  W ręce, która była niewidoczna dla Horana, zabłysnął nóż. Serce podeszło mi do gardła.
- Nie zrobiłbyś tego - szepnęłam, ledwo oddychając.
- Chcesz się założyć? - uśmiechnął się złośliwie.
  Niespodziewanie Archer teleportował się razem z dwoma mięśniakami. A razem z nimi Horan.
  Niall zniknął.

8 komentarzy:

  1. Jak to zniknął? Świetny rozdział, a końcówka najlepsza. To co teraz? Gdzie oni są? Co się stanie? Co zrobi Sophie?
    Czekam na next :)
    @husaria1698

    OdpowiedzUsuń
  2. what the ..?
    Ugh! Głupi Cross,musiał im zjebać randkę !!
    /@jolkajolantaM

    OdpowiedzUsuń
  3. Fu*k! A już było tak romantycznie :c
    Świetny rozdział:)
    Już czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja wale jaki Cross jest glupi! Zapowiadal sie taki mily wieczor... mam nadzieje ze nic sie nie stanie Horankowi: )

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedzi
    1. chyba dam radę go napisać do końca tygodnia...

      Usuń