wtorek, 31 grudnia 2013

Rozdział 6

  Obudziłam się.
  Obudzenie się było w tym przypadku przenośnią, gdyż otworzyłam jedynie oczy. Znów widziałam jedynie ciemność i strasznie bolała mnie głowa. W sumie to bolało mnie wszystko i dlatego bardzo nie chciałam się ruszać.
- Nareszcie wstałaś - usłyszałam obok siebie szept pomieszany z ulgą.
  Leżałam na łóżku pod kołdrą w pokoju Cala. Poznałam to po jego zapachu. Chłopak klęczał przy mnie i co chwilę ocierał mi czoło zimną i mokrą gazą. Obróciłam głowę lekko w jego kierunku i pisnęłam z bólu.
- Leż i się nie ruszaj - rozkazał łagodnie.
- Co się stało? - szepnęłam i poczułam napływające mi bez powodu łzy do oczu.
  Nastała chwila milczenia.
  Naprawdę mnie miałam zielonego pojęcia, dlaczego leżałam cała obolała w łóżku Cala. Nic sobie nie przypominałam. Ostatnie, co zapamiętałam, to wejście do domu w Thorne Abbey. Miałam przed oczami obrazy z koncertu, zza kulisów, chłopców z zespołu i nieprzytomnej Amy w szpitalu. Pamiętałam tatę, który rozkazał mi wracać do Thorne Abbey razem z Calem i przysługę, którą oddali mi chłopcy. Wróciłam. Ale co się stało potem?
- Spadłaś ze schodów, słonko - mruknął chłopak. - Pomogłem ci, ale ból głowy zostanie przez jeszcze jakieś pięć minut. Musisz wytrzymać.
- Nie jestem pewna czy wytrzymam tak długo - szepnęłam z ironią.
  Zaśmiał się.
- No i już powróciła moja kochana Sophie.
  Nachylił się i mnie pocałował. Miałam wielką ochotę odwzajemnić pocałunek, ale kiedy tylko podniosłam się szybko na łokciach, mało nie zwymiotowałam. Padłam z powrotem na poduszki, wijąc się z bólu brzucha.
- Pomóż mi - jęknęłam na wydechu.
  Cal wciągnął głęboko powietrze i jakimś cudem położył mi dłonie na brzuchu. Poczułam rosnące gorąco, wydobywające się z jego rąk i rozluźniłam mięśnie. Nagle przestała boleć mnie brzuch, jak i głowa.
- Lepiej? - zapytał chłopak z troską.
  Pokiwałam głową. Usiadłam na krawędzi łóżka i zerknęłam w oczy chłopaka z miłością.
- Dziękuję... Co ja bym bez ciebie zrobiła?
  Przytuliłam go delikatnie, bo wciąż miałam wrażenie, że zaraz będę miała ponowny napad bólu. Trwaliśmy tak przez jakiś czas, aż w końcu Cal spytał ostrożnie:
- To co jutro robimy?
  Zesztywniałam. Przypomniało mi się bowiem, co musiałam zrobić następnego dnia.
- Ja lecę po Jennę.
  Wyszłam z pokoju, nic nie tłumacząc chłopakowi, bo uświadomiłam sobie, jaki on ma do tego stosunek. Cal nie lubił Jenny. Cal BARDZO nie lubił Jenny. Zawsze było mi przykro z tego powodu, bo, w porównaniu do niego, Jenna udawała, że on jej nie przeszkadza. Szanowała to, że z nim jestem, a nawet potrafiła się do niego grzecznie odezwać, gdy przebywaliśmy gdzieś razem, w trójkę. A on? On udawał, że jej nie zna, nie słyszy ani nie widzi. Bolało mnie to. Na szczęście nie kazał mi pomiędzy nimi wybierać, zapewne dlatego, że ojciec by go zabił, gdyby dowiedział się z jakiego powodu zrywa zaręczyny. Wydaje mi się, że w takim przypadku wybrałabym zostanie z Jenną, niż dożywotnie męczenie się z Calem. Kochałam go, ale nie tak, jak kochałam Archera. On to wiedział, ale najwyraźniej nie robił nic, by sprawić, że w końcu pokocham go bardziej niż "byłego". Tak naprawdę to ja nigdy nie byłam z Archerem, mimo że obydwoje tego chcieliśmy...
                                                                       ~*~
  Następnego dnia stanęłam o umówionej porze koło lotniska, "przywieziona" przez Itineris z amuletem w torbie podręcznej. Lekko trzęsłam się ze zdenerwowania, chociaż, na dobrą sprawę, nie miałam czym. Wpatrzyłam się w drzwi wejściowe, znajdujące się pół kilometra przede mną i nagle odechciało mi gdziekolwiek wchodzić. Przed wejściem znajdował się bowiem gigantyczny tłum rozszalałych fanek. Miały ze sobą różnej wielkości transparenty z wszelkimi możliwymi napisami i wrzeszczały, jakby je ze skóry obdzierano. Z ironią spostrzegłam tam nawet kilku chłopaków. Cały ten widok mnie przeraził. Do tego stopnia, że być może bym się cofnęła, gdyby nie poruszenie przy drzwiach i jeszcze głośniejsze piski fanów. Ponad głowami wszystkich dostrzegłam blond, dwie brązowe i jedną czarną czuprynę nażelowane sumiennie przez stylistkę, a zaraz nad nimi cztery machające dłonie. Z pewnością byli to chłopcy. Ale czemu czterech? Gdzie się podziewały słynne loczki Harry'ego?
  Rozejrzałam się po parkingu, zauważając, że każdy wpatruje się w to dziwne zjawisko. Dorośli uśmiechali się pod nosem. Emeryci przystawali i drapali się w zadumie po głowie. Małe dzieci ciągnęły rodziców za ręce, chcąc przyjrzeć się całemu przedstawieniu z bliska. Istny chaos.
  Lecz wśród tego chaosu dostrzegłam jedną osobę, która nie skupiała się na tumulcie przy drzwiach i najwidoczniej zmierzała w moim kierunku. Obserwowałam ją. Na pewno był to mężczyzna. Miał on długie do ramion, ciemne, proste włosy i równie czarne wąsy. Uśmiechnął się, gdy zobaczył, że na niego patrzę. Spodnie miał obdarte na kolanach, a czubki butów pozdzierane, więc wyglądał w połowie jak menel. Już miałam zamiar odwrócić się i biec z krzykiem, że ktoś chce mnie zgwałcić, ale powstrzymał mnie od tego błysk w oczach "menela". Znajomy błysk.
- Harry? - szepnęłam cicho, patrząc z niedowierzaniem na człowieka, którego ćwierć sekundy wcześniej wzięłam za bezdomnego.
  Bezdomny uśmiechnął się szerzej i podszedł do mnie. Stanął tak, że zakrył mi sobą całą scenę, która wciąż odbywała się za jego plecami.
- Czemu robisz z siebie idiotę? - Zaśmiałam się cicho.
- Inaczej się tam nie dostaniemy. - Uśmiechnął się także. - Chodź.
  Chwycił mnie niespodziewanie za rękę. Jego była ciepła i miękka, zapewne nawilżona setkami drogich kremów. Wplótł swoje palce między moje i pociągnął w kierunku małych drzwi, na końcu budynku. Ten gest z jego strony tak mnie zaskoczył, że nawet nie zdążyłam zaprzeczyć, a ja już szłam za nim szybkim krokiem.
  Obserwowałam uważnie tłum fanów. Żaden nie zwrócił na nas uwagi i zauważyłam, że trójka chłopców wpatruje się w nas błagalnie, żebyśmy się pośpieszyli. Horana nie widziałam.
  Przed samymi drzwiami poczułam, jak Harry wypuszcza moją rękę i otwiera je gwałtownie. Wziął ode mnie torbę i poczekał, aż pierwsza wejdę do środka. Uśmiechnęłam się lekko.
  Za drzwiami stał jakiś duży facet w czerni, którego natychmiast wzięłam za ochroniarza. Gdy tylko Styles wszedł, zamknął nas na klucz. Najwyraźniej był powiadomiony o mojej obecności. Po naszej prawej, do pomieszczenia wbiegli Zayn, Liam i Louis. Mieli przerażone miny, ale kiedy tylko znaleźli się na bezpiecznej ziemi, zaczęli się śmiać. Usiedli na podłogę i wili się ze śmiechu. Zaraz dołączył do nich Harry i Niall. Nie mam pojęcia skąd wziął się blondyn. Podniosłam jedną brew i torbę z podłogi. Stałam i patrzyłam na nich oszołomiona. Co, jak zauważyłam, tylko spotęgowało ich śmiech.
- O co chodzi? - zapytałam w końcu ostrożnie. Nawet jakby ze strachem.
- O nic. - Louis pierwszy wstał z podłogi i otrzepał spodnie. Na ustach nadal majaczył mu uśmiech.
  Zaraz za jego przykładem podążył Harry, Liam i Zayn. Niall w spokoju siedział sobie na podłodze i obserwował przyjaciół z uwagą. Oni, jakby to wszystko było całkiem normalne, wpatrzyli się w faceta w czerni.
- Samolot już czeka - powiedział tamten.
  Chłopcy spojrzeli po sobie z uśmiechem. Nagle, jakby na wyścigi, rzucili się do mojej torby. Tyle, że bardziej JA na tym ucierpiałam. Wydałam z siebie głośny pisk i już sekundę później leżałam przygnieciona czterema wielkimi ciałami z oczami wyłażącymi z orbit. Mimo że brakowało mi oddechu, zaczęłam się śmiać, a oni razem ze mną.
- Udusicie mnie - wyszeptałam, mając łzy w oczach i z bólu i ze śmiechu.
  Wstali, jak na komendę. I tak samo równocześnie, Zayn i Liam wyciągnęli po jednej ręce w moją stronę, pomagając mi wstać.
- Nie chcę nic mówić, ale macie niedługo koncert - oznajmił facet w czerni z lekkim uśmiechem.
- Koncert mamy o dwudziestej. - Niall podniósł się z podłogi i zaczął liczyć na palcach od rąk i nóg, jak małe dziecko. Tak, nóg. Zdjął buty. - A teraz mamy czternastą. Mamy więc sześć godzin, minus jedna, bo strefy czasowe. Czyli wychodzi pięć godzin...
- Wow, umiesz liczyć. - Za późno ugryzłam się w język.
  Cała szóstka spojrzała na mnie ze zdumieniem, a piątka znów zaczęła się śmiać. Horan obserwował mnie przez chwilę ze złością, założył buty i niespodziewanie ruszył w kierunku wyjścia na pas startowy. Pozostali natychmiast przestali się śmiać i wzdychając podążyli za blondynem. Moja torba wylądowała w rękach Harry'ego, a ja sama szłam między Liamem, a Louisem. Za nami wlókł się Zayn w towarzystwie faceta w czerni. Przed nami podskakiwał Harry, a i dostrzegałam farbowaną blond czuprynkę Nialla przy samolocie. Swoją drogą...
- Czy to nie jest przypadkiem PRYWATNY samolot? - zapytałam z przerażeniem, zwalniając kroku.
- A ty myślałaś, że czym polecimy? - zawołał Styles, nie odwracając się.
- A co z takimi urządzeniami, wykrywającymi bomby i tym podobne...?
  Liam i Louis spojrzeli na mnie podejrzliwie.
- Ten facet - szepnął Liam, wskazując dyskretnie faceta w czerni - powali cię na ziemię, zanim zdążyłabyś tą bombę wyjąć, więc... Tak tylko, dla twojego dobra... Masz tą bombę?
  Uśmiechnęłam się.
- To było czysto teoretyczne - odparłam.
  Byłyby mega fajerwerki, gdybym taką wypuściła...
                                                                         ~*~
  Samolot nie był największy, ale nie było też w nim tak ciasno, żebyśmy się nie mogli pomieścić. W środku stało kilka wygodnych foteli, które rozkładały się, przypominając coś na kształt leżaka. Chłopcy od razu zajęli swoje ulubione, a mnie kazali sobie jeden wybrać. Miałam do wyboru trzy, więc wybrałam ten najdalszy, kiedy Louis przeprosił mnie, że bardzo chcieliby się przespać, jeśli nie miałabym nic przeciwko. Jasne, że nie miałam. Należał im się odpoczynek.
  Pierwsze piętnaście minut lotu minęło... Spokojnie. Usiadłam się wygodnie w fotelu i już po minucie dostałam poduszką w głowę. Uśmiechnęłam się lekko i równie delikatnie odrzuciłam ją, zerkając gdzie trafi. Oberwał Zayn. Chwycił poduszkę, przytulił ją jak dziecko i skulił się na swoim rozłożonym fotelu. Ponownie się zaśmiałam i wzięłam za odpisywanie Calowi. Zapytał się mnie bowiem, co ma powiedzieć mojemu tacie, gdyż ten właśnie wrócił do domu i zobaczył, że mnie nie ma.
"Jesteś taki nieporadny, słońce... Hm... Może powiedz mu, że czułam wielką potrzebę wrócenia do Hex Hall? A jak to nie zadziała, zwyczajnie powiedz prawdę. Już i tak jest po fakcie, bo właśnie...
  Znów dostałam poduszką. Tym razem od Louisa. Odrzuciłam ją ponownie, tylko, że z większą siłą. Louisowi odskoczyła głowa i chłopcy zanieśli się śmiechem.
  Dokończyłam wiadomość:
... siedzę w samolocie w drodze do Francji. Jakby mnie oskarżał, to weź mu przypomnij, że to on przeniósł Jennę. Buziaki, twoja Soph <3"
  Co dziwnego, kiedy skończyłam pisać SMS-a, poniosłam głowę i ujrzałam, że wszyscy śpią. Wszyscy, oprócz Nialla. Siedział i obserwował mnie z kamienną twarzą, przykryty kocykiem w pieski, co wcale nie dodawało mu grozy ani męskości. Miał na głowie kaptur, a w ręku ściskał iPhone'a.
  Westchnęłam i wstałam. Właśnie znalazł się czas na poważną rozmowę.
  Podeszłam do niego i usiadłam w nogach rozłożonego fotela, a on jeszcze bardziej ścisnął iPhone'a, lecz się nie ruszył. Dopóki nie położyłam ręki na jego kolanie, które znajdowało się najbliżej mnie. Usiadł "po turecku" w tak szybkim tempie, że aż zawiało.
- Powiesz mi o co ci chodzi czy masz zamiar ciągle i wciąż mnie tak nienawidzić? - zaczęłam prosto z mostu.
  Horan uśmiechnął się drwiąco.
- A jeśli tak? - zapytał lekko.
  Zbił mnie z pantałyku.
- W sumie to nic... Tak tylko pytam. Co ja ci zrobiłam?
- Nic - odparł jedynie, odwracając wzrok.
  Podążyłam nieświadomie za jego wzrokiem. Patrzył na Harry'ego, który owinięty był własnym kocykiem po same uszy i zrobił przez sen śliczny dzióbek. Horan się zaśmiał.
- Odpowiedz mi. - Mnie nie było do śmiechu.
  Blondyn westchnął i spojrzał mi w oczy z taką powagą, że aż mnie ona przestraszyła. Patrzył i patrzył, a tym czasem kocyk wylądował na podłodze, co spowodowały turbulencje. Cofnęłam się lekko.
- Wiesz... Tu nie chodzi o to, że cię nienawidzę, bo nie mam w naturze nienawidzenia ludzi, których praktycznie nie znam. Dlatego nie myśl, że cię nie lubię, bo tak nie jest. Ogólnie rzecz biorąc, to ja do ciebie nic nie mam, wydajesz się być fajna. - Nadal mówił poważnie, ale kiedy określał mnie, leciutko się uśmiechnął. - Problem w tym, że jestem już cholernie stary i swoje wiem. Wiem jaka jesteś. I - co ważniejsze - wiem KIM jesteś.
  Poczułam zimno przechodzące od czubka mojej głowy, do malutkich palców u stóp. Niespodziewanie temperatura mojego ciała radykalnie opadła, a włoski na karku stanęły dęba. Mogłam wziąć do za żart, bardzo chciałam to zrobić, gdyby nie mina Horana.
- O czym ty mówisz? - zapytałam ostrożnie.
- Wiesz, jakby nie było, wiem, kim jesteś. Jesteś siostrą naszej wiernej fanki. - Uśmiechnął się szeroko i oparł wygodnie o fotel.
  Mało nie westchnęłam z ulgą. Już miałam wrażenie, że zaraz wyjedzie ze stwierdzeniem, że jestem czarownicą. Tak mało brakowało...
                                                                    ~*~
  Po przybyciu na miejsce, na parking dostałam się tak samo, jak wcześniej, pod eskortą Harry'ego, przebranego za menela. Kazał mi na nich zaczekać, a ja, mając jeszcze kilka minut, zgodziłam się. Patrząc na większy tłum fanek niż wcześniej, zastanawiałam się, jak chłopcy wytrzymują to psychicznie. Ja czułam się niekomfortowo, gdy patrzyły na mnie jednocześnie trzy osoby, a co dopiero trzy miliony! Nie, bycie popularnym nie jest dla mnie.
  W kieszeni zawibrowała mi komórka. Dostałam SMS - a od Jen:
"Już czekam. Jeśli byłabyś tak łaskawa, może byś się pośpieszyła, bo niedługo ktoś się skapnie, że zwiałam. Buziaki, kochana <3"
  Zamiast odpisać, wypatrywałam chłopaków. W wolnym tempie poruszali się w moją stronę, ale i tak żadna z fanek nie zwróciła na mnie uwagi.
  Mało nie dostałam zawału, gdy pod moje nogi podjechała limuzyna. Szofer szybko wysiadł i otworzył mi drzwi, mówiąc jedynie z uśmiechem:
- Bonjour, mademoiselle.
- Bonjour - odpowiedziałam i wsiadłam do auta.
  Usiadłam się wygodnie na samym końcu, bo wiedziałam co się zaraz stanie.
  I oczywiście się stało. Chłopcy otworzyli drzwi, a mnie oślepiły błyski z aparatów należących do paparazzich. Wlecieli do środka i zanim ktokolwiek zdążył się normalnie usiąść, Zayn zamknął za nimi drzwi. Znów zaczęli się śmiać i, nadal w śmiechu, rozsiedli się na fotelach.
- Wiecie, że nie musieliście tego robić? - zapytałam natychmiast.
  Pokiwali zgodnie głowami.
- Ale chcieliśmy - odpowiedział Liam.
- Nie wiem, jak mam wam dziękować. - Pokręciłam głową i spojrzałam na swoje dłonie, bo rzeczywiście tak było. Nie miałam jak im za to wszystko zapłacić.
- Nie musisz - odezwał się Harry. - Fajnie było poznać kogoś normalnego.
 Oj, biedny Harry, nie wiesz co mówisz...
- Tour Eiffel - dobiegł nas z małego głośniczka głos szofera z bardzo wyraźnym tamtejszym akcentem.
  Louis chwycił mikrofonik i mruknął:
- Garer quelque part.
  Nic nie zrozumiałam. Powiedział coś po francusku, tyle wiem.
  Za chwilę samochód zaparkował, a ja, już spóźniona, wyskoczyłam z auta.
- Dziękuję wam, naprawdę, nie musieliście... - Mówiłam w pośpiechu, bo już w oddali widziałam blond włosy Jenny, która jednak mnie nie zauważyła. - Dziękuję wam jeszcze raz i do zobaczenia.
  Posłałam im ostatni uśmiech i zamknęłam drzwi.
  Pobiegłam do Jenny, uważając na samochody. Dziewczyna zorientowała się o mojej obecności już, gdy weszłam na trawnik. Nie widziałam Paryża. Widziałam Jennę.
- Rany, Jen! - krzyknęłam i rzuciłam się na wampira.
- Sophie! - wrzasnęła tamta.
  Przez chwilę trzymałyśmy się w ramionach, a potem nagle Jen rzuciła:
- Śmierdzisz magią.
  Zerknęłam na nią, czy mówi poważnie, lecz zobaczyłam uśmiech i zaczęłam się śmiać. Dziewczyna śmiała się razem ze mną do czasu, aż wypatrzyła coś ponad moim ramieniem.
- Wiesz, ja nie chcę nic mówić... - zaczęła. - Ale tamta piątka wygląda, jakby szła do nas.
  Obróciłam się.
  W naszym kierunku zmierzali Louis, Liam, Zayn, Harry i Niall.
  Co?

5 komentarzy:

  1. Cal to kłamczuch. Dalej nie rozumiem o co chodzi Niallowi... -,-.Sophie to normalna dziewczyna, czego Ty chcesz, Harry się nigdy nie myli :D Mogłabym wytknąć Ci błędy w pisowni, ale zbyt mocno Cię kocham <3 Szczęśliwego nowego roku mordko <3 Jenna

    OdpowiedzUsuń
  2. Super kocham to i czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  3. Loffciam <3
    Nominowałam Cię do Liebster Award :) szczegóły u mnie http://crazy-my-love.blogspot.com/2014/01/liebster-awards.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za nominację, ale nie wezmę udziału :)

      Usuń
  4. kocham to ff:D

    OdpowiedzUsuń